poniedziałek, 27 października 2014

Monia i Marcin zdobywają Rudawiec!

"Kochani Rudawiec zdobyty  byłam mega dzielna. Przy pomocy wspaniałych ludzi dotarliśmy na dół - po kilkugodzinnym maratonie i kilkugodzinnej podróży." Monia i Marcin




Skalnik zdobyty!

"Skalnik zdobyty z klasą!!! Pogoda dopisała, krajobraz był bajeczny, no i moc była cały czas z nami!!!" - Ania z ekipą 





sobota, 18 października 2014

Jagodna zdobyta!

Wspaniały dzień. Własnie dotarło do nas info, że kolejny szczyt zdobyty! Ania i Sylwek dotarli na Jagodną! Radość!




Kłodzka Góra zdobyta!


Wczoraj po kolejne szczyty do Korony Gór Polski Rak'n'Roll wyruszyły Marta, Ola i Nikola. Mocna ekipa! Dziś dotarły na Kłodzką Górę, a przed nimi jeszcze Kowadło. 
Dziewczyny trzymamy kciuki!:)

Poza dziewczynami w górach są też Ania i Sylwek, którzy pewnie teraz są w drodze na górę Jagodna. Jest moc!


niedziela, 12 października 2014

Mogielica zdobyta!!!!

Nie zdążyliśmy jeszcze na dobre wrzucić informacji, że Monia i Patryk ruszyli na Mogielnicę, a smsem dotarła już wiadomość, że Mogielnica zdobyta! Ależ radość! Monia jesteś przegigantem!!!! Patryk szacun mega!:) Radość!



Monika: Tato zdobędę szczyt i poślę swoje myśli, tam wysoko do Ciebie ...

Na Mogielicę wyruszyła Monia, lat 37 szczęśliwa matka, kochająca i kochana kobieta przez najcudowniejszego faceta na ziemi. 


- Moją historię zdążyło poznać wiele osób, ale dla przypomnienia napiszę, że w 2012 roku w październiku nastąpił splot zdarzeń, które doprowadziły do znalezienia się grudniu 2012 roku po wstrząsie krwotocznym i kolejnej operacji na OIOMie, gdzie walczyłam o powrót funkcji życiowych, kiedy to nastąpiło czekała mnie reoperacja , gdyż leżałam z otwartym brzuchem, a potem diagnoza rak kosmówki, przerzuty do płuc, przeszłam chemioterapię radykalną, dzielnie co tydzień wlewałam w siebie kolejne dawki. W 2013 roku wykryto u mnie drugi nowotwór- szyjki macicy, kolejne dwie operacje, radykalna radioterapia 23 dawki z chemioterapią co tydzień. Dziś czekam na wyniki badań i ten moment, kiedy wykrzyczę światu, że dałam radę... W międzyczasie zdecydowałam się wdrapać na Mogielicę, najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego (1171 m). To miejsce szczególne, Limanowa, Tymbark, najpiękniejsze widoki, podziwiałam jeszcze jako zdrowa kobieta. Wracam w te miejsca, tym razem zrobić coś dla siebie, poczuć moją naturę. Na samym początku chciałam wspiąć się na mniejszy szczyt Łysicę, chciałam też na Kopę, Śnieżkę bo tam się wychowałam, bo kochani ja dzieciństwo spędziłam w górach. Mieszkałam w Szklarskiej Porębie, a wujek i tata pokazali mi każdy szlak. Tata...odszedł w lipcu tego roku - rak... Mojemu tatusiowi dedykuję tę wspinaczkę, był do końca dzielny i silny. Ostatnie dni z tatą, powiedzieliśmy sobie tyle słów, bez słów. Czułam jego nieograniczoną miłość i troskę o mnie...Tata odszedł młodo, to nie powinno się zdarzyć, ale nasze działania, nas chorych, nasza postawa na co dzień, przebijamy mury, krzyczymy badajcie się , zwracajcie uwagę, nie tylko matki, żony, dziewczyny, ale też mężczyźni, ojcowie, dziadkowie, jesteście potrzebni...  Tato zdobędę szczyt i poślę swoje myśli, tam wysoko do Ciebie ...





autor: Monika

sobota, 11 października 2014

Mamy kolejny szczyt!!!:)

"Meldujemy zdobycie szczytu, bardzo przyjemnie pocącym czoło, szlakiem czarnym. Foty zrobione, kamienie zabrane. Wracamy!" - taki SMS dotarł do nas kilka godzin temu od Michała i Ani, którzy zdobywali Lubomir (904 m). Brawo! Czekamy na fotki i opowieści. 


A tymczasem z Katowic na Mogielnicę wyruszyła kolejna ekipa w składzie Monika i Patryk. Mega trzymamy kciuki! Bądźcie dzielni:)!!!!!

Śnieżka zdobyta!

Nie było lekko, ale Śnieżka zdobyta. Radość! Czekamy na relację dziewczyn!






czwartek, 9 października 2014

Czeka nas pracowity weekend:)

Przed nami niezwykle pogodny, ciepły i pracowity weekend. Aż 5 ekip planuje wyruszyć, aby zdobyć swoje szczyty do Korony Gór Polski Rak'n'Roll. Co za mobilizacja.:)

Jeszcze dziś wyruszają Ula i Wiola, które udają się na Śnieżkę, najwyższy szczyt Karkonoszy i Sudetów. Będzie co robić to szczyt o wysokości 1602 m n.p.m.

Trzymamy kciuki. Będziemy Was na bieżąco informować o wszystkich ekipach i ich osiągnięciach:)

wtorek, 7 października 2014

Ta „moja” góra to jak droga przez chorobę. Najpierw myślisz to nic takiego. Uporam się z tym szybko. Po drodze jednak pojawia się kilka niespodzianek…

Moja przygoda z Lackową miała wymiar fizyczny i refleksyjny. Tak to już podobno jest, że różne trudy swojego życia staramy się tłumaczyć jak najbardziej na swoją modłę. A przecież najpopularniejsze stwierdzenie brzmi: tak musiało być. A więc ja i Lackowa - tak musiało być…

Właściwa droga na tę „niepozorną” górkę rozpoczęła się w miejscowości Izby. Miłe widoki, szeroka porządna droga, mijamy stadninę, po lewej w oddali majaczy coś jak góreczka, taka w pełni zalesiona. No jak to? Gdzie ja niby mam się rozpędzić jak ta kozica, żeby sprawdzić swoje siły po chorobie? Lekko rozczarowana idę jednak dalej. Zobowiązanie to zobowiązanie, a czas spędzony z mężem przecież bezcenny.


Po kilkunastu minutach dochodzimy do rozwidlenia dróg, a tam coś co nas jednocześnie rozbawia i zbawia. Bo oto okazuje się, standardowe oznaczenie szlaku poprowadziłoby nas nie tam gdzie trzeba. Trzeba było zapewne wielu zagubionych turystów, żeby ktoś wpadł na tak prosty i mądry pomysł jak dopisanie markerem na słupku, która z dróg jest właściwa. A właściwa jest w… krzakach!



Pakujemy się rozbawieni w te krzaki, ślizgając się co jakiś czas na poburzowym błocie. Idziemy wciąż dość prostą drogą, nie wymagającą jakiegoś wielkiego wysiłku. Myślę sobie: raz dwa wejdziemy i zejdziemy. No dobra. Zróbmy to szybko, bo widoków ciekawych tu nawet nie ma. Kiedy pojawiła się lekka irytacja, tak mało wymagającym miejscem, teren zaczął się wznosić na tyle, że łatwiej było mi się poruszać przy użyciu kijków trekingowych.

Kilkanaście minut dalej już dyszałam, a w dialogu z mężem pojawiły się pierwsze pochlebne opinie na temat Lackowej: no, no, niby takie nic, ale jednak można się tu troszkę pomęczyć. Gdybyśmy wiedzieli, że za chwilę dojdziemy do prawie pionowej ściany to właściwie nie wiem jaka byłaby wtedy reakcja. Dobra, nie była pionowa, ale prawie! Kijki zaczęły przeszkadzać. Należało zacząć lekko kombinować, gdzie postawić właściwie nogę, żeby nie zjechała z błotem i resztą naszego ciała. W bezkolizyjnym, dla skóry rąk, łapaniu czego tylko się dało wspomogły mnie przezornie zakupione rękawiczki (skąd ta przezorność:)).


W ruch poszło nieparlamentarne słownictwo… Pojawiły się pierwsze wątpliwości: czy dam radę? Zaraz za nimi pojawił się też pierwszy bunt: jak to ja nie dam rady?! Zmęczenie i pytanie jak osioł ze Shreka: daleko jeszcze? I triumf po przejściu tego odcinka kiedy spojrzałam w dół. Prawdziwy triumf J Do szczytu trzeba było pokonać jeszcze kawałek, ale po takim wejściu to był już prawie spacer. Żmudny, wśród powalonych drzew, wzdłuż granicznych słupków tak jak od początku drogi, ale już na tyle spokojny, że i porozmawiać się udało przy użyciu słów uznawanych powszechnie za kulturalne.


I oto pojawił się SZCZYT, a właściwie niewielka tabliczka z napisem Lackowa. Bez specjalnych widoków i co najważniejsze bez schroniska z pyszną szarlotką i kawą! O zgrozo! A więc pstryk, pstryk, pstryk-byliśmy tu, doszłam, a więc jestem w jako takiej formie po chorobie. Rak’n’roll był tu z nami. To za jego sprawą to wyzwanie. Flaga przywiązana tak, żeby nie było wątpliwości skąd są prawdziwi twardzieleJ Duma. Poczucie spełnienia. No dobra wracajmy.

Podobno zwykle ważniejsze są wejścia. Być może tak jest w przypadku zwykłych, przewidywalnych gór, Lackowa z całą pewnością taka nie jest. Droga w dół wymogła na mnie duże skupienie i ostrożność. Nogi ześlizgiwały się z kamieni. Na drzewa wręcz się wpadało. Było zdecydowanie gorzej niż przy wejściu.


W tym całym skupieniu przyszła mi do głowy myśl bardzo podobna do tej, która kierowała Małgosią Ciszewską - Korona przy zdobywaniu Wysokiej Kopy. Małgosia pisała, że "Zdobywanie góry to tak jak marsz przez życie” pomyślałam wtedy, że ta „moja” góra to jak droga przez chorobę. Najpierw myślisz to nic takiego. Uporam się z tym szybko. Po drodze jednak pojawia się kilka niespodzianek. Tak jak musiałam zmieniać sposób wchodzenia tak samo musiałam przejść przez różne etapy leczenia. I kiedy myślisz, że już po wszystkim, że najgorsze za tobą, pozostaje powrót. Powrót na dół, powrót do życia po raku…

Dlaczego ten powrót po chorobie jest tak ciężki jak to zejście z Lackowej? Bo jesteś już kimś innym. Dotknąłeś i zobaczyłeś coś co zmienia sposób patrzenia na świat, a teraz musisz się w nim odnaleźć. Pokonać strach i zejść z tej „góry” gdzie byłeś sam, bo w tych najważniejszych wędrówkach duchowo zawsze jesteśmy przecież sami. Oswoić się z myślą, że „tam” na dole też jest życie dla ciebie. Inne, ale jest. W końcu ty też przecież wciąż tu jesteś…

Z ogromnymi podziękowaniami dla ukochanego męża, który pomagał przy potyczkach z rakiem i Lackową oraz dla Rak’n’rolla za możliwość uczestniczenia w projekcie zdobywania Korony Gór Polski przez pacjentów onkologicznych- relacjonowała dla Państwa zdobycie Lackowej Anna Teodorowicz J




poniedziałek, 6 października 2014

Zdobywanie góry to tak jak marsz przez życie. Małgośka zdobyła Wysoką Kopę!

Małgosia zdobyła szczyt w "odjechanym" stylu. I to dosłownie bo na rowerze!


To była ekspresowa i samotna podróż. "Czas na przemyślenia o życiu, radość ze zdrowia i duży wysiłek". Gośka jest kilka lat po obustronnej mastektomii i długim leczeniu. Dziś jest niepodważalnym dowodem na to, że raka można pokonać i to z wielką mocą!.



"Jedziesz, jest pięknie, a tu góra! Myślisz pokonam ją, będzie spokój, ale za tą górą kolejna góra... Wysoka Kopa nie była specjalnie oznaczona, nie prowadzi na jej szczyt żaden szlak. Trzeba zboczyć ze szlaku i tu już rower można tylko poprowadzić. Spocona jak mysz kościelna stanęłam na górze."


Gośka lubi brać życie pod włos. Nie ucieka przed wyzwaniami. Powiedziała kiedyś, że nie znosi gór i dlatego właśnie w nie jedzie! Po to żeby najpierw w sobie łamać słabości, żeby nie przestraszać się trudności, by nauczyć się iść pod górę, to potem w życiu jest łatwiej. Gosia dzięki za ten szczyt! Dzięki za podjęcie wyzwania i za to zwycięstwo!