niedziela, 14 września 2014

Jeżeli choć jedna mama dzięki mojej historii uwierzy, że można żyć pełną piersią po raku piersi to będę szczęśliwa z tego powodu.

Skończyły się wakacje, ale my wcale nie ustajemy. Przed nami jeszcze wiele szczytów, na które mamy zamiar dotrzeć:) Na kolejny szczyt rusza Ania, tym razem zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby wejść na Lackową (997 m n.p.m.) najwyższy szczyt po polskiej stronie Beskidu Niskiego.



Rozmawiałyśmy chwilę z Anią przed jej wyjazdem:

- W góry idę bo to ulubiona forma wypoczynku moja i mojego męża od ok 5 lat. Rak mnie z tego na trochę wykluczył. Odnalazłam go w sobie w  dzięki córeczce, którą karmiłam piersią ponieważ czynność ta zwracała moją większą uwagę na stan piersi. Rak piersi o najwyższym stopniu złośliwości, a do tego odporny na  hormony i herceptynę. Ten wyjazd to inauguracja rodzinnych wypraw w góry. Rodzinnych bo po raz pierwszy wyjeżdżamy jako formalni "mąż i żona" i z całą pewnością będziemy zarażać tą pasją naszą córkę Zuzię. Dla mnie to powrót do pełni życia. Innego, ale wcale nie gorszego. Śmiało mówię,że nawet lepszego i to dzięki rakowi. Dlatego robię to właśnie z RnR. Takich mam jak ja wcale nie jest tak mało. Jeżeli choć jedna mama dzięki mojej historii uwierzy, że można żyć  pełną piersią po raku piersi to będę szczęśliwa z tego powodu.

Ania! Trzymamy kciuki!