wtorek, 15 lipca 2014

Opatrzność czuwała nade mną przez ostatnie 10 lat i mam nadzieję na kolejne, choć moje życie już nie jest takie samo!


"Trzeba walczyć i mieć ogromną wiarę, że damy radę. Nie wiemy co jest za zakrętem, i nie wolno się poddawać, bo a nuż za zakrętem jest wszystko co dobre, a poddając się możemy to bezpowrotnie stracić." - Ula

Maj 2004
Lekarz ginekolog zauważył w okolicach dróg rodnych „coś” czego nie było jeszcze w grudniu (2003). Rejonowy dermatolog spojrzał na to „coś” ze strachem w oczach i skierował do przychodni onkologicznej na Andersa.
Wrzesień 2004
Dr Pieńkowski z Andersa zasugerował szpital jednodniowy w CO Ursynów w celu wycięcia zmiany (w warunkach ambulatoryjnych było to nie możliwe z powodu umiejscowienia tego czegoś).
Październik 2004
Wycięcie zmiany pierwotnie nie wyglądającej na coś groźnego.
Listopad 2004
Hispat wykazał czerniaka złośliwego.
7 grudnia 2004
Operacja polegająca na wycięciu blizny z marginesem i wycięciu węzłów w prawej dolnej pachwinie.
12 lipca 2014
Ula wraz z Wiolą zdobywają Tarnicę – kolejny ze szczytów Korony Gór Polski.




"Opatrzność czuwała nade mną przez ostatnie 10 lat i mam nadzieję na kolejne, choć moje życie już nie jest takie samo! Toteż odwdzięczam się działając społecznie i wspierając chorujące osoby". 

Ula, udało się! Co prawda pogoda nie zachęcała do spacerów ale weszłyście na szczyt pomimo to. Jak było?

UDAŁO SIĘ!!! Pogoda była iście bieszczadzka (zasłyszane z opowieści, bo pierwszy raz byłam w Bieszczadach). Wersja I, że wchodzimy w piątek padła na dzień dobry. Lało cały piątek i choć byli śmiałkowie, którzy wchodzili na szczyt, to my nie ryzykowałyśmy. Ruszyłyśmy w sobotę z samego rana. Przed 8 rano byłyśmy już na początku szlaku w Wołosatem. Pogoda okazała się dla nas łaskawa, nie padało, było chłodnawo i tajemniczo mglisto. Wrażenie ogromne. Nie było mi łatwo wchodzić i momentami, hmmm, miałam dość, ale dałam radę choć nogi często odmawiały posłuszeństwa. Wiola zasuwała jak gazela, a ja sobie robiłam 2-minutowe odpoczynki w czasie których strzelałam fotki z tej nie najłatwiejszej trasy. A teraz jest kolejny ból – ból mięśni po wspinaczce, który utrudnia wstawanie, chodzenie itp., ale czymże jest ten ból wobec radości i ogromnego zadowolenia z siebie, że dałam radę, że się nie poddałam i dotarłam na szczyt. Niewątpliwie pomocne w pokonaniu przeciwności są ludzie nas otaczający, a w towarzystwie Wioli było to łatwiejsze:)



Czemu zdecydowałyście się na udział w projekcie?

Mnie zainspirowała idea. Dla osób, które preferują raczej nizinne tereny (np. ja) jest to nie lada wyzwanie. I tak też wygląda walka człowieka z chorobą czy własnymi słabościami. Taką walkę toczę teraz razem z moją mamą zmagającą się z raczyskiem. Każda niedobra informacja o wynikach, o braku chemii itp. jest jak ból mięśni, jak myśl, że brak sił. Potem mobilizacja, działanie, wspieranie, a wiadomość o poprawie jest jak zdobycie Tarnicy - RADOŚĆ!

Co Was najbardziej zaskoczyło w trakcie wyjazdu/wejścia?

Mnie zaskoczyła uroda tych gór. Tam jest po prostu pięknie i tajemniczo. Unoszące się mgły sprawiały wrażenie dziwne i tajemnicze, a także budziły we mnie niepewność, bo nie wiadomo było co jest za mgłą: czy to już szczyt, czy może jeszcze bardziej męcząca trasa, a może niespodzianka w postaci łagodnej wędrówki.



Co poczułaś na szczycie?

Poczułam niemożebne szczęście, radość i dumę z siebie. Dałam radę pokonać ból. Prawdę mówiąc w trudnych dla mnie momentach myślałam o mojej mamie, która od dwóch lat zmaga się z rakiem. Myślałam sobie, że ta moja wędrówka za jakiś czas się skończy, że odetchnę, i że moja mama z pewnością wolałaby pokonać taką trasę zamiast tak uporczywego zmagania się z chorobą.

Cel osiągnięty. Było ciężko, ale ruszacie dalej. Zdobywacie kolejny szczyt, tym razem Wysoka w Pieninach? 

Cel osiągnięty ale sięgam po więcej!:)

Co byś powiedziała osobom, które walczą z chorobą?

Powiedziałabym, że zawsze trzeba walczyć i mieć ogromną wiarę, że damy radę. Nie wiemy co jest za zakrętem, i nie wolno się poddawać, bo a nuż za zakrętem jest wszystko co dobre, a poddając się możemy to bezpowrotnie stracić.

Dzięki Ula. Odpoczywajcie i zbierajcie siły na Pieniny!:)