piątek, 16 maja 2014

Harda Ola

Nasza rollingowa Ola. 

Z natury wesoła, spontaniczna, roztargniona, czasem zamyślona, z marzeniami, ambicjami i zdrowym dystansem do siebie i bez pretensji do życia, które lubi zaskakiwać;). Lubi: pić kawę na stacjach PKP, wyskoczyć spontanicznie na pierniki do Torunia, gotować dla przyjaciół, robić proste rzeczy- przesadzać kwiatki,przestawiać meble. Lubi czasem tańczyć do rana i spać do południa. I chciałaby kiedyś znowu robić to wszystko dużo częściej i bez zadyszki;). Jakiś czas temu miała wątpliwy zaszczyt spotkania i na szczęście wygrania z rakiem tarczycy (4 lata po operacji). 

Jeszcze rok temu lekko niepewna, dłuższą chwilę zastanawiała się czy da radę, czy może wystartować w biegu górskim...


Podjęła wyzwanie. Pobiegła w barwach Hardego Teamu w I edycji Biegów górskich w Szczawnicy. Pokonała 6 km w trudnych górskich warunkach, pokonała ... swoje obawy i lęki. Można? Można.:)

W tym roku pojawiła się na trasie po raz kolejny. Tym razem zastanawiała się zdecydowanie krócej. A co tam! Niech się dzieje!



Ola dlaczego zdecydowałaś się wystartować w tegorocznej edycji biegów?

Dla mnie udział w biegu to przede wszystkim fajna przygoda, nie traktuje tego w kategoriach zawodów, zwłaszcza, że w konfrontacji z osobami, które nie mają za sobą przeszłości onkologicznej nie mam tak naprawdę szans;), ale przecież nie o czas na mecie ani miejsce na liście tak naprawdę chodzi, dla mnie najważniejsze było przeżycie fajnej przygody, poznanie ciekawych ludzi i zmierzenie się z własnymi słabościami i udowodnienie samej sobie, że wciąż mogę stawiać sobie wysoko poprzeczkę i ją przeskakiwać, nawet jeśli wszyscy inni zrobili to daleko przede mną;). Chciałam też przypomnieć samej sobie, że wciąż mogę  robić ciekawe rzeczy w życiu, że panuję nad ograniczeniami i słabościami, które przyniosła kiedyś choroba.

Miałaś jakieś obawy przed startem?
Oczywiście. Bałam się, że nie wystarczy mi sił, tych fizycznych i psychicznych, że zostanę gdzieś na końcu sama i przez to zrezygnuję.

A jak na trasie? Jakieś zaskoczenia?
Brałam udział w biegu drugi raz więc znałam trasę, nic mnie nie zaskoczyło:), wiedziałam, że będzie ciężko podejść pod górę, a potem będzie ślisko i dużo błota, ale w zasadzie zmęczenie, deszcze i błoto - taki zestaw bardzo mi się podobał;).

A na mecie? Miło jest na nią dotrzeć... Co poczułaś?
Radość, że dałam radę i byłam twarda;). I piękne było to, że kilka osób czekało na mnie na mecie i szczerze cieszyło się razem ze mną.







Olcia jesteś mega!:)