poniedziałek, 24 grudnia 2012

Saharyjskie uściski ...

"Saharyjskie uściski! Ciepła i błogości świątecznej, rozjechanych  raków i Nowego Roku pod znakiem najszczęśliwszej gwiazdy, poweru do roweru i nie tylko ;-) Podróży i spełnienia! 

Tymczasem my już przekroczyliśmy granicę Sahary Zachodniej - coraz mniej ludzi, osad, za to więcej wojska i patroli kontrolnych. Konflikt pomiędzy marokańczykami a Saharawi - rdzenną ludnoscią walczącą o autonomię jest odczuwalny. Czasu mamy mało więc pedałujemy codziennie - ile wlezie. Droga pięęękna i malownicza, choć od wczoraj wkradła się pustynna monotonia.  Jedziemy codziennie ponad 100 km. Od 2 dni wiejące wiatry bardzo utrudniają nam jazdę. Ekipa zaprawiona w bojach. Kuba i Jerry - nasze harpagany - wiozą namioty i prowadzą peleton - szczególnie cenne przy mordewindzie.

Ps . Poniosłam dziś komunikacyjną porażkę, ale śmiejemy się z tego cały dzień. Otóż marokański patrol - kontrola na drodze. Jak zwykle zatrzymuje, sprawdza paszporty, pyta o zawód... I spisuje dane... Trwa to ok. 20 minut. W między czasie jeden z funkcjonariuszy zagaduje skąd, po co? Gdzie etc.. Staram się wytłumaczyć - do Zwrotnika Raka. Dla walczących z chorobą etc..nie bardzo rozumie.. Pokazuję nasze cegiełki... I olśnienie: " A crab!" Kręce z glową - nie krab tylko cancro! Tumore! Na to policjant zadowolony: "oui! Langosta! Poisson!" (czyt. Homar, ryba!) i zaczął grzebać w komórce pokazując swoje zdobycze wędkarskie :-))) 

 .... wiec Kochani! Raknrolling po duuuuza rybę :-)):):):)

Pozdr, Agnieszka