poniedziałek, 3 grudnia 2012

Rutka Rak'n'Rollerka ... wspomnień cd

... Wyprawa była dla mnie wielkim wyzwaniem i była dość ciężka, ale przy okazji to także wielka przygoda której nigdy nie zapomnę! Jak tylko zobaczyłam wpis na stronie, że organizowany jest taki wyjazd, bez wahania wysłałam zgłoszeniowego maila. Od paru lat podróże to moja pasja i dlatego takie akcje podróżnicze, na dodatek takie szalone bardzo mnie kręcą!!! 

Zdawałam sobie sprawę, że może to być trudny wyjazd. Przez chorobę i leczenie kondycja  nie jest już taka najlepsza, z drugiej strony co nas nie zabije to nas wzmocni!!!

Z Agnieszką od razu złapałyśmy świetny kontakt. Wcześniej nigdy nie podróżowałam rowerem na długie dystanse, ale Aga ciągle powtarzała że nie mam się o co martwić, że spokojnie damy rade i tak faktycznie było! Jak tylko złapałam rytm jazdy i narzuciłyśmy tempo było już spoko. 

W trakcie postojów czerpałyśmy moc z włoskiej kawy, a przerwy na trasie pozwalały na zregenerowanie sił. 

Najbardziej obawiałam się dwóch rzeczy: deszczu i wzmożonego ruchu na drodze. Jak się okazało jedno i drugie można pokonać. Po przejechaniu 40 km w deszczu chwilami przechodzącego w ulewę już nic nie było nam straszne! Wieczorkiem rozgrzewałyśmy się lampką regionalnego winka i dzięki temu żadne choróbsko się do nas nie przyczepiło. Czasami wystarczało sił na wyjście do miasta lub kawiarni, co umilało nam wieczory. 

Były tez chwile słabości, których przyczyną u mnie stał się nieznośny ból kolan. Walczyłam z nim przez ostanie 5 dni na trasie. Chwilami było na prawdę ciężko, ale dłuższe przerwy w jeździe i nadrabianie krótkich odcinków koleją pomogły przetrwać mi do końca. Aga wspierała mnie w tych trudach, a gdy nadchodził kryzys na trasie zawsze polecała mi by słuchać muzyki w trakcie jazdy. To faktycznie pomagało. Umysł był zajęty, a nogi chociaż zmęczone kręciły do końca. 

Ogólnie to buzie nam się ciągle uśmiechały, wiele zabawnych sytuacji umilało nam czas. Hitem stał się slangowy "Pampers" czyli spodnie z wkładką które na trasie były zbawienne! Zaliczałyśmy czasem gotowanie kolacji w hotelowym pokoju, ale jak człowiek głodny to jest w stanie wszystko zrobić :-)! zostałyśmy także przecudownie ugoszczone w jednym z pensjonatów włoskich, gdzie właściciel Angelo zafundował nam ekskluzywną kolacje! Byłyśmy mile przyjmowane na noclegach w ramach Couchsurfingu, gdzie opowiadałyśmy o naszej podróży i projekcie a nasi gospodarze byli fantastyczni!


Bywały dni słoneczne, przezabawne, z pięknymi widokami, ale bywały i trudne, pochmurne, deszczowe, bolesne. Tak samo jak bywa w życiu i chorobie. Tak bym to porównała. Najważniejsze, że w tym wszystkim się nie poddajemy i cały czas idziemy do przodu ... pomimo wszelkich trudów i dzięki wspaniałym chwilom, cudownym osobom które nas wspierają!

Agnieszka jest świetną kompanką w podróży i na prawdę to jest jej żywioł. Cieszę się że to właśnie w jej towarzystwie przeżyłam ta wielką przygodę! 

Dzięki Agnieszka za cały ten czas, dziękuje także Elizie, Marcie i Magdzie i wszystkim których jeszcze nie znam. No i rodzinie, znajomym i bliskim za wspaniały doping i wsparcie!


To gdzie teraz ruszamy Aga? :-)