poniedziałek, 12 listopada 2012

Rutka rak'n'rollerka, czyli Grudzi wspomnienia z trasy - etap 2


Kalendarz z trasy: Właściwie już po 10 minutach od pierwszego spotkania z Anią, odbierając ją z tonącego w deszczu przystanku autobusowego, wiedziałam że będzie dobrze. Bezproblemowa optymistka, czerpiąca radość i energię z przemieszczania, zwiedzania, pakowania i „zostawiania za sobą”. Do tego pełna humoru i dystansu do siebie i życia. Za 3 godziny miałyśmy jechać na lotnisko, ja nie zaczęłam się nawet pakować, a musiałam jeszcze skończyć pracę. Zaprowadziłam Anię do rodziców - tym sposobem 3 w 1- rodzina dowiedziała się na spokojnie, co w najbliższym czasie będę porabiać, Ania miała towarzystwo, a ja czas na spakowanie. Udało się i wszyscy byli zadowoleni:-) 

Totalny niedoczas to moja zmora, a moje zbyt optymistyczne podejście i improwizacja mogą wzbudzić lęk i wątpliwości naszych rak’n’rollerow…:) Ani, potem kolejnej Ani.. A my tu jesteśmy dla nich. One pokonują etapami Zwrotnik Raka, udowadniając sobie i innym, że chcieć to móc a móc to już wystarczająco dużo by móc więcej, dalej, szybciej...

Z Anią R. lubimy się od pierwszego zdania. Pełna komitywa! Ulubiony temat na rozładowanie każdej sytuacji i chóralny rechot to „pampi”. Pampers - czyli obcisłe spodenki zapewniające komfort podczas długich godzin na siodełku rowerowym, z założenia wygląda obciachowo. Ale skojarzenia, wariacje słowne to sama radość. Nawet sobie zaczęłyśmy śpiewać „pampirap”. Jedziemy, rollujemu, codziennie pakujemy codziennie. Ania pierwszy raz z sakwami - daje radę na maksa. Sama sobie wyregulowała hamulce, rozmasowuje kolana i pomaga mi z szukaniem noclegów. Jest przygoda:-) 

Była jazda w ulewę w Ligurii, plażowanie na słońcu na Lazurowym Wybrzeżu, długi wieczór z winem u couchsurfera w Menton i nocleg u starych hipisów w Hyeres. Nielegalne gotowanie ravioli na kuchence gazowej w pokoju hotelowym i zacieranie śladów zapachowych perfumami. Poza tym rozmowy o wszystkim i mnóstwo śmiechu. 

Ania pokonała raka. Nie mogło być inaczej! Teraz rozjechała go na niemal 500 km trasie kolejny raz - dla siebie, dla mnie, dla Was. Dzieki Rutka! You ROCK!