wtorek, 23 października 2012

Rak'n'Rollerzy - Ania Rutkowska



Jedziemy z Wami dla Was:) 

Pierwsza odważna, która przejechała już swojego raka, a teraz zetrze się z trasą jest Ania Rutkowska. 

Już 2.11 wystartuje z Mediolanu i popedałuje do Marsylii. 
Po co? 
Żeby pokazać, że się da!!!!


Ania o sobie:
 
Moja historia z chorobą rozpoczęła się 2 lata temu - 23 września. Wtedy to wyczułam w lewym dole pachowym powiększony węzeł chłonny. Od tamtej chwili miałam przeczucie, że to początek wielkiego problemu i nowego etapu (bardzo trudnego) w moim życiu. Potem lawina badań (usg, biopsja). Wynik biopsji był już jednoznaczny: nowotwór złośliwy piersi. Powiększone węzły chłonne były już przerzutami…

Był to dla mnie cios, ale i wielkie zdziwienie: jak to??? Zawsze byłam aktywna, dbałam o swoje zdrowie, niepaląca, niepijąca osoba, zdrowe odżywianie a tu taki dramat...???
Może nie wpadłam w chorobliwą panikę, ale byłam przerażona: co teraz, co z moimi planami...? Mam dopiero 30 lat!!! 

Z wynikiem biopsji trafiłam do "oryginalnego" chirurga, który chyba chciał być zabawny: Pani Aniu, rak w tym wieku? Oszalała pani...? Potem wypisał mi skierowanie na operację, poinformował, że czeka mnie piekło, a przy wypisywaniu danych osobowych rzucił "żartobliwą" uwagę, że jestem spod znaku raka! (urodzona w lipcu). Po tej niemiłej dla mnie wizycie udałam się do doświadczonego chirurga i specjalisty chorób piersi, do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu. Pan doktor długo ze mną rozmawiał. Nakreślił mi sytuację i zaczęliśmy działać…

Na początek szereg różnych badań, a potem operacja. Do samej operacji postanowiłam że będę pracować (jestem nauczycielem w Szkole Policealnej Medycznej w Toruniu). Po operacji tydzień pobytu w szpitalu, a potem oczekiwanie na wynik badania histopatologicznego. Wynik był dość dziwny i okazało się niestety, że nie wszystko zostało usunięte i konieczna jest kolejna operacja (lewostronna mastektomia). 

Drugą operację zniosłam dużo lepiej. W szpitalu byłam tylko 5 dni, a w dniu wypisu pojechałam do szkoły, żeby zobaczyć się z moimi uczniami na spotkaniu wigilijnym. Nie wiedzieli, że byłam po raz kolejny w szpitalu i nikt nie zauważył, że jestem po tak ciężkiej operacji.
W oczekiwaniu na kolejne wyniki nabierałam sił. Na początku lutego 2011 r. rozpoczęłam chemioterapię. Pierwsza chemia była dla mnie tragiczna. Leżałam ledwo żywa w swoim łóżku z przerażeniem, że nie dam rady tego przetrwać. Ale kolejne chemie znosiłam już lepiej. Po pierwszej chemii straciłam włosy ale to akurat nie stanowiło dla mnie tragedii, choć bardzo szokowało otoczenie. Zawsze byłam osoba bardzo aktywną i nawet w trakcie chemii starałam się nie leniuchować. 

Potem nadszedł czas na radioterapię. Po tak ciężkim dla mnie okresie wraz z moim najlepszym i najbliższym przyjacielem (który nieustannie, dzielnie mnie wspiera w moich trudach:)) wsiedliśmy w auto i wybraliśmy się nad Adriatyk do Chorwacji. To był krótki wypad ale dla mnie była to niesamowita odskocznia od bólu, choroby i zmęczenia. Zresztą w trakcie chemii też podróżowaliśmy: po 5 kuracji wybraliśmy się na Maltę, a 3 dni po ostatniej chemii wybraliśmy się w szaloną podróż do Maroka, gdzie zdobyliśmy Saharę a także wiele innych egzotycznych i niezwykłych miejsc. 


Ogromne wsparcie dostałam od swojej najbliższej rodziny i przyjaciół, na których zawsze mogłam i mogę liczyć:)

Badania kontrolne są dobre, zatem mam nadzieję że wszystkie męczarnie przyniosły oczekiwany efekt. Teraz zamierzam wrócić do dawnych aktywności mniej lub bardziej extremalnych i taki wyjazd na Zwrotnik Raka będzie dla mnie wspaniałą okazją a zarazem wielkim wyzwaniem!